Czy abstynencja to nowa normalność? Psychologiczne aspekty bycia trzeźwym w kulturze celebracji i toastów

Czy abstynencja to nowa normalność? Psychologiczne aspekty bycia trzeźwym w kulturze celebracji i toastów


Dorota Krzywicka

Dorota Krzywicka

Psycholog

Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 40 lat udziela pomocy psychologicznej dorosłym i młodzieży. Jest doradcą rodzinnym, edukatorem, wykładowcą i autorką poradników.  Pomaga ludziom nie tylko znaleźć lekarstwo na codzienne problemy, ale też podpowiada jak ich uniknąć.


Kto nie pije, ten podejrzany. W naszym kraju dominuje wzorzec picia określany mianem środkowoeuropejskiego – brzmi niegroźnie dopóki nie przyjrzeć się bliżej temu co ten model oznacza. Niestety, oznacza picie ryzykowne, preferowanie   głównie alkoholu wysokoprocentowego pitego okazjonalnie ale w dużych ilościach i  silne społeczne przyzwolenie na to by alkohol towarzyszył wielu okazjom. Abstynencja w tej kulturze celebracji i toastów wzbudzała – i często nadal wzbudza – nieufność, niepijący staje się podejrzany, bo wyłamuje się z rytuałów grupy,  płynie pod prąd.

Ale to się zmienia…

Gdy dorosło pokolenie Z – czyli urodzeni po 1995 roku – i zaczęło lansować zdrową modę na dbanie o siebie zarówno w wymiarze fizycznym jak psychicznym, z płynących pod prąd zaczęła tworzyć się wielka ławica.

Moda na samodbałość i świadome picie

Moda przekształciła się w potężny, ogólnoświatowy trend, do którego musieli dostosować się producenci żywności, gorzelnie, browary, restauratorzy i sprzedawcy. Wprowadzono na rynek zdrową żywność i napoje o niskiej zawartości alkoholu albo zero procentowe. Dzięki temu coraz łatwiej jest czerpać radość z życia na trzeźwo.

Samodbałość, czyli selfcare staje się wartościowym stylem życia, opiekowanie się sobą  przestało być uznawane za podejście egoistyczne, jest drogą do samoakceptacji i wewnętrznej harmonii.

Dbający o siebie są w swych działaniach konsekwentni. Dla nich picie wysokoprocentowych trunków nie jest już tak oczywiste jak dla ich rodziców czy dziadków. Zrywają z tą niechlubną tradycją  zamiast niej  promują napoje NoLo, (no alcohol, low alcohol) czyli napoje bezalkoholowe lub o niskiej zawartości alkoholu.

Są spójni w swoich zachowaniach i skoro na różne sposoby troszczą się o swoje ciało: kontrolują swoją wagę by ustrzec się przed otyłością, używają dobrych kosmetyków by dobrze wyglądać, dbają o zdrowy sen i fizyczną sprawność to logiczne jest, że unikają nadmiernego spożywania alkoholu, bo nie da się go pogodzić z tą dbałością.

Żyjący według tych zasad nie popadają w przesadę nie chodzi im o całkowitą abstynencję, ale o świadome podejście do picia. Ukuli termin sober curious (trzeźwy ciekawski) opisujący osoby dokonujące własnych wyborów dotyczących alkoholu, ograniczające go lub całkowicie z niego rezygnujące, a nie ulegające presji społecznej. Inne hasło, którym się kierują to you do you – bądź sobą, bądź autentyczny, rób to co dla ciebie najlepsze, nie podążaj za oczekiwaniami innych.

Wcale nie oznacza to izolowania się od innych ludzi i skupiania wyłącznie na sobie. Nie, to jest pokolenie mocno zorientowane na budowanie relacji z innymi, na  angażowanie się w życie grup społecznych – socially-oriented, tyle że do bratania się z innymi nie jest im potrzebne wspólne upijanie się. Potrafią znakomicie bawić się bez procentów, a właściciele restauracji, barów i kawiarni dostrzegają to i wychodzą naprzeciw ich potrzebom z coraz bogatszą ofertą różnych napoi nisko procentowych lub bezalkoholowych. Powstają nawet sober bar czyli trzeźwe bary dla tych co cenią sobie atmosferę baru i chcą pić, ale nie chcą być pijani.

Dbający o siebie ludzie uczą się uważności – mindfulness, skupiają się na chwili obecnej, na byciu „tu i teraz”. Takie podejście nie jest nowością, są szkoły w psychologii (głównie nurt gestalt), które już w połowie ubiegłego stulecia pokazywały ludziom jak ważne jest być świadomym trwającej chwili, rozpoznawać i wyrażać swoje emocje, rozwijać lepszą świadomość własnego ciała i zachowania, akceptować siebie i brać odpowiedzialność za swoje życie, ale dopiero w pokoleniu Z te idee wybrzmiały z całą mocą. Ludzie starają się nie robić kilku rzeczy na raz, szukają momentów dających wyciszenie w przeładowanym bodźcami życiu. Ta uważność oznacza też dużo zdrowszą relację z alkoholem – mindful drinking. Chodzi o to by  być świadomym tego co piję, w jakiej ilości, z kim piję i najważniejsze – dlaczego to robię.

Nowe formy zabawy – bez procentów

Jeśli dotychczas pili dla poprawy samopoczucia to już wiedzą, że poprawa trwa chwilę, a po niej jest jeszcze gorzej, nasilają się lęki, stany depresyjne, cierpienie nie znika. Szukają więc sposobów radzenia sobie ze stresem a nie próbują się znieczulać etanolem. Uczą się zdrowych mechanizmów radzenia sobie z emocjami, a nie stosowania strategii unikowej – mam zły dzień to się napiję, zajaram zioło albo sięgnę po leki psychotropowe. Nie, wiedzą że nie tędy droga, nikt nie ucieknie przed stresem trzeba nauczyć się go pokonywać.

W dobie Internetu niekoniecznie trzeba uczyć się tego w gabinetach psychologów. W sieci gęsto jest od różnorodnych porad, szkoleń, podpowiedzi jak mądrzej i szczęśliwiej żyć, półki księgarń uginają się od psychologicznych poradników. Każdy znajdzie swoją drogę samorozwoju jeśli tylko chce go osiągnąć. Można korzystać z zajęć jogi, zainstalować w telefonie aplikacje pomagające budować nowe nawyki i motywujące do dokonywania zmian, medytować, spalać hormony stresu w czasie ćwiczeń fizycznych, a przede wszystkim postarają się zmienić te okoliczności, które ten stres wywołują. Tego nie da się zrobić będąc „pod wpływem”.

Dla niepijących odmawianie alkoholu na spotkaniu towarzyskim już nie jest obciachem, nie muszą używać wymówek „biorę antybiotyk”, mogą otwarcie powiedzieć „nie piję, bo nie chcę” i nie boją się odrzucenia, bo są świadomi swoich potrzeb i wolności do ich wyrażania.

Alkohol na imprezach przestaje być najważniejszy, staje się dodatkiem a nie sednem wspólnej zabawy. Kiedyś, gdy rzeczywistość była mocno siermiężna rządziła idea „nic tylko się upić”. Dziś nie jest siermiężnie, nie trzeba znieczulać zmysłów. Ludzie spotykają się przy najróżniejszych okazjach do wspólnego działania – zakładają mini ogródki na spłachetkach ziemi wolnej od betonu, działają w fundacjach czyniących dobro, biorą udział w biegach organizowanych dla wszystkich chętnych, organizują wśród sąsiadów kiermasze zbędnych przedmiotów. Jednoczenie się wokół butelki z alkoholem przestało być sposobem na nawiązywanie i zacieśnianie więzi.

Kiedyś alkohol był atrakcją, bo brakowało bodźców, adrenaliny, pozostawało „radosne” wspólne upijanie się, a potem żenujące opowieści kto ile wypił i jakie były tego skutki. Dziś każdy znajdzie zajęcie, które dostarczy mu fajnych doznań – na spotkaniach ludzie grają w przeróżne gry, wspólnie gotują, bawią się w parzenie kawy na kilka sposobów i przyrządzanie mocktaili – drinków, które nie zawierają alkoholu („mock” udawać i „cocktail” koktajl) degustują kraftowe piwa. Już trudno im narzucić ile i czego mają się napić, mityczny wujek, który rządził rodzinnymi spotkaniami dyktując tempo pochłaniania wódki, stracił moc.

Lepsze życie na trzeźwo

Ludzie, którzy zrezygnowali z alkoholu albo mocno go ograniczyli dbając w ten sposób o swoje ciało i psychikę, doświadczają nowej jakości życia. Lepiej radzą sobie z codziennymi wyzwaniami, mają więcej energii, lepiej i szybciej wykonują swoje obowiązki zyskując czas na przyjemności, są bardziej otwarci i aktywni w relacjach z innymi, mają dużo mniej dolegliwości i mniej chorują no i – co nie jest bez znaczenia – oszczędzają mnóstwo kasy!

Nieważne z jakiego pokolenia jesteś, jeśli przekonuje Cię styl jaki wypromowało pokolenie Z, chcesz troszczyć się o siebie, żyć świadomie, być wolnym w dokonywaniu wyborów to dołącz do płynących pod prąd!

Udostępnij:

Zobacz także