Komunikakacja JA i TY

Komunikakacja JA i TY

Dorota Krzywicka

Artykuł przygotowała:

Dorota Krzywicka

Psycholog

Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 40 lat udziela pomocy psychologicznej dorosłym i młodzieży. Jest doradcą rodzinnym, edukatorem, wykładowcą i autorką poradników.  Pomaga ludziom nie tylko znaleźć lekarstwo na codzienne problemy, ale też podpowiada jak ich uniknąć.

Zobacz pozostałe artykuly tego autora

Gdy już wdrożyłeś się w używanie komunikatu JA, pora wrócić do komunikatu TY. Nie w każdej sytuacji mówienie o swoich odczuciach i potrzebach ma sens. Jest idealne, gdy chcesz spokojnie przekazać rozmówcy, o co ci chodzi, jakie jego zachowanie wzbudziło w tobie przykre emocje i co można zrobić, by tego uniknąć.

Często otaczający nas ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że nas czymś zdenerwowali, zasmucili, zezłościli. I to im warto przekazać „instrukcję obsługi” naszej osoby bez rozgadywania się, emocji, obwiniania i pretensji. Rzeczowy i jasny komunikat nie wzbudza w nich emocji, nic nie zakłóca jego odbioru, więc dociera do rozumu i pamięci. Ale są sytuacje w naszym życiu, gdy nie warto go używać – to momenty, w których ktoś jest agresywny wobec nas.

Agresja zawsze nasila się w trudnych chwilach, wtedy gdy coś tracimy, gdy jesteśmy ograniczeni w wolności działania, czyli we wszystkich momentach, gdy odczuwany przez nas stres sięgnął zenitu. Zmiany w naszym życiu wymuszone przez pandemię często wywołują taki właśnie stan alarmu w naszych emocjach. Ten alarm wzmaga agresywność.

Próba ochrony naszego zaatakowanego poczucia godności słowami „Jest mi przykro” do agresora nie trafi. Pokazanie smutku, zdenerwowania lub strachu czyni z nas jeszcze łatwiejszą ofiarę, atakujący widzi, że napaść na nas jest udana, więc czemu jej nie kontynuować?

Prośba: „Nie krzycz na mnie…”, to dla atakującego kolejny dowód naszej słabości. Przejście do kontrataku też nie jest rozwiązaniem, bo daliśmy się zarazić złością, czyli znów agresor wygrał, bo pozwoliliśmy narzucić sobie cudzą emocję, a więc oddaliśmy mu władzę nad sobą.

Co w takim razie zrobić?! Uciekać? Absolutnie nie – i to nie tylko dlatego, że nie ma gdzie uciec, gdy musimy siedzieć w domach, a do otwartych lasów daleko… Ucieczka też jest przegraną i rozzuchwala agresora, więc jego napaści na nas staną się gwałtowniejsze.

Skoro więc ani prośba, ani groźba, ani ucieczka nie są metodą na utemperowanie agresora, to co nią jest?

Jest nią pytanie: „Dlaczego mnie atakujesz / Dlaczego na mnie krzyczysz / Dlaczego mnie szturchnąłeś?” itd. Nie mówimy nic o sobie, przekierowujemy jego uwagę na niego samego. Nie używaj słowa JA, tylko TY. Przykładowo: „Wyglądasz na zdenerwowanego / Masz dziś ciężki dzień / Z czym nie możesz sobie poradzić?” itd. Mówiąc o nim, zmuszamy go do zastanowienia się nad sobą, a nie na atakowaniu naszej osoby.

Gdy uda ci się w ten sposób zmusić agresora do skierowania uwagi na samego siebie, co osłabia koncentrowanie się na tobie, zadeklaruj, że wysłuchasz bez przerywania, komentowania, krytykowania wszystkiego, co chce powiedzieć.

Gdy będzie mówił, słuchaj najuważniej, jak potrafisz.

Potem streść to, co powiedział, by upewnić się, że dobrze zrozumiałeś. Pamiętaj, że czasami mylnie interpretujemy słowa naszych rozmówców, więc warto zapytać: „Czy dobrze zrozumiałem, że…”, by obydwie strony uzyskały pewność, że wszystko jest jasne.

Gdy słuchając opisu tego, co skłoniło atakującego do napaści, możesz dojść do wniosku, że sam byłbyś wzburzony w takiej sytuacji. Pokaż wtedy, że rozumiesz wzburzenie osoby, która cię napadła.

Na koniec zapytaj: „Czy masz pomysł, jak mogę ci pomóc / Co mogłoby ci poprawić nastrój?”, bo to jest konsekwentne kontynuowanie linii rozmowy o osobie, która nas zaatakowała, a nie o nas. Nie bronimy się, nie tłumaczymy, nie odpowiadamy agresją. Mówimy rzeczy, które nie dotyczą nas, tylko napastnika.

Nie życzę nikomu, by stał się celem agresji, ale nie jest możliwe przeżyć życie bez zetknięcia się z nią. Skoro tak jest, to chyba warto nauczyć się takiej reakcji, która nie tylko daje szansę na opanowanie niemiłej sytuacji, ale obie strony – atakującego i ofiarę – uczy czegoś o sobie nawzajem. Każda taka nauka to szansa na lepsze zrozumienie siebie w przyszłości.

 

Zobacz także